'Courageous Dads' Articles


Lekarz z Pierwszej Linii Frontu


Doktor jest człowiekiem wiary i nauki

Doktor James Gregory Jolissaint, jest lekarzem i żołnierzem, który uważa, że wojsko jest doskonałym miejscem do praktykowania uzdrawiania serc i obrony wolności. Lekarz medycyny rodzinnej, który służył 32 lat w armii amerykańskiej, przeszedł na emeryturę w randze pułkownika w Korpusie Medycznym. Obecnie pełni funkcję Kierownika Medycznego i szefa programu Biura Operacji Klinicznych dla Komunikacji Medycznej i Pomocy Ofiarom Działań Wojskowych (MC4).

Frontline Physician

Pułkownik Dr James Gregory Jolissaint (drugi z prawej), na zdjęciu z innymi żołnierzami i swoją żoną, Deborah.

Po ukończeniu Szkoły Medycznej uniwersytetu Louisiana State University w 1986 roku, ukończył staż lekarza rodzinnego w placówce Dwight David Eisenhower Army Medical Center w Fort Gordon, w stanie Georgia. W 1998 roku uzyskał tytuł magistra w kierunku Narodowej Strategii Zasobów w instytucie Industrial College of the Armed Forces (ICAF), Akademii Obrony Narodowej (NDU) w Fort McNair w Waszyngtonie.

Podczas swojej kariery wojskowej odbywał służbę w trakcie operacji Pustynna Burza, konfliktu w Kosowie, oraz przebywał dwa lata w Korei Południowej, gdzie służył jako główny chirurg w Amerykańskich Siłach Zbrojnych Korea, Dowództwie Organizacji Narodów Zjednoczonych i VIII Armii USA.

Jest on żonaty od 25 lat z Deborah, która pracuje jako główna pielęgniarka dla Rannych Żołnierzy Armii w Walter Reed Army Medical Center. Państwo Jolissaints mieszkają w Woodstock, w stanie Maryland, mają pięcioro dorosłych dzieci. Doktor jest członkiem Czwartego Stopnia Rycerzy Kolumba.
Redakcja Dobrego Ojca rozmawiała z dr Jolissaint na temat jego służby w interesie rodziny i kraju.

Frontline Physician

Dr Jolissaint podczas uroczystości rodzinnych w domu z żoną Deborah i trzema z pięciorga swoich dzieci.

Dobry Ojciec: Co jest pańską największą satysfakcja jako człowieka rodziny?

Dr Jolissaint: Moją największą satysfakcją jako męża i ojca jest posiadanie kochającej się, zróżnicowanej rodziny, która uwielbia spędzać wspólnie czas, która lubi spędzać razem wakacje, i która lubi być otwarta i szczera ze sobą. Wszyscy czekamy na następną okazję, aby być razem, nawet wtedy, kiedy jesteśmy razem!

Dobry Ojciec: Jak służba wojskowa wpłynęła na pańskie życie rodzinne?

Dr Jolissaint: Bycie zawodowym oficerem Armii oznaczało przeprowadzkę co dwa lub trzy lata - a były nawet, podczas mojej 15- letniej służby trzy przeprowadzki w ciągu tego samego roku. Mimo tego, że te przeprowadzki zawsze związane były z moim awansem kierowniczym, oznaczały one przepakowywania artykułów gospodarstwa domowego, przekształcanie nowych budynków w nowe domy rodzinne, budowanie nowych znajomości, zmiany szkół, znajdywanie nowych miejsc pracy (wolontariackich lub płatnych), oraz w jednym przypadku, dwa lata separacji geograficznej podczas mojego dowództwa w Korei - wyraźnie najtrudniejszego okresu, z jakim nasza rodzina miała do czynienia w trakcie mojej kariery.
Nasza rodzina miała szczęście mieć żonę i matkę, która zdecydowała się pozostać w domu podczas okresu dorastania naszych dzieci - i miałem szczęście mieć taką pracę, która pozwalała mi spędzać czas z rodziną podczas najważniejszych wydarzeniach. Ale to tylko dzięki silnemu związkowi z Bogiem, ja, moja żona i nasze dzieci nie tylko tolerowały bycie rodziną wojskową, ale także rozwijały się jako jednostki i jako rodzina.

Dobry Ojciec: Proszę nam opowiedzieć na temat honoru służby swojemu krajowi na pierwszej linii frontu. Skąd brał Pan odwagę?

Dr Jolissaint: Zawsze byłem zadowolony z bycia żołnierzem, bo mogłem być częścią zespołu, który poświęcał się służbie większej idei. Naprawdę wierzyłem, że jestem częścią organizacji, której zadaniem było zapewnienie i ochrona swobód i praw, z których my, jako Amerykanie, naprawdę jesteśmy dumni.
Z odwagą nigdy nie miałem problemu - Nigdy nawet nie myślałem o byciu dzielnym czy odważnym. Wszystko co robiłem mając na sobie mundur było z poczucia obowiązku, aby wykonać te zadania, czy miało to miejsce w Stanach Zjednoczonych, czy podczas misji. Głównym wyzwaniem napotykanym podczas moich misji za granicą było radzenie sobie z samotnością, oraz radzenie sobie z pustką związaną z rozłąką z moją rodziną. Jednak moja relacja z Bogiem pozwoliła mi wypełnić tę samotność w służbie dla innych, a moje poczucie obowiązku pozwoliło mi wiedzieć, że inni Amerykanie cieszą się wolnością, ponieważ żołnierze, marynarze i lotnicy byli zawsze gotowi poświęcić się dla nich. A Bóg nadal po moim przejściu na emeryturę z wojska, pozwolił mi w mojej obecnej pracy na kontynuowanie pomocy amerykańskim synom i córkom, służącym w mundurach!

Dobry Ojciec: Co Rycerze Kolumba znaczyli dla Pana jako żołnierza i człowieka rodziny?

Dr Jolissaint: Rycerze Kolumba pomogli mi w zorganizowanej działalności w służbie dla mojego proboszcza, dla moich znajomych z parafii, i we wspólnej służbie z ludźmi o podobnych poglądach. W Korei, gdzie 90% naszych żołnierzy nie przynależy do żadnej organizacji, Rycerze Kolumba dali mi okazję, aby uruchomić pierwszą wojskową radę Rycerzy Kolumba w Korei Południowej - i zapewnić pełnym poświęcenia katolickim mężczyznom szansę, by służyć innym, zamiast zaspokajać chwilowe pragnienia.
I poprzez zaangażowanie w działalność Archidiecezji Służb Wojskowych USA, mam okazję dawać wskazówki, trenować i wspólnie działać z młodymi katolickimi mężczyznami i kobietami, którzy są przyszłością naszego przywództwa wojskowego. I przez to wszystko, moja rodzina nauczyła się doceniać życie poświęcone służbie, i w większości przypadków, poczucie służby jest obecnie powielane przez nasze dzieci.

Uwaga redakcji: Istnieje wiele sposobów, aby być ,,Dzielnym Ojcem”. Zapraszamy do obejrzenia filmu ,,Dzielny" (ang. "Courageous"), który opowiada historię czterech ojców i ich zmagań aby stać się takimi ludźmi, jakimi Bóg ich stworzył.